|
W historię II Rzeczypospolitej wpisane są życiorysy wielu polityków związanych z Legionami Polskimi. Byli to ludzie którzy jako pierwsi od powstania styczniowego zbrojnie poparli sprawę polską. Po II wojnie światowej, w skomunizowanej Polsce, odżegnywano ich od czci i wiary obarczając zarzutem "faszyzacji kraju". Choć trudno nie zauważać negatywnej strony sposobu prowadzenia polityki przez obóz Piłsudskiego, jak na przykład prześladowania przeciwników politycznych, uznać trzeba wysiłek jaki tzw. piłsudczycy włożyli w odnowę niestabilnego systemu rządów. Dyskutować można nad sposobami ich działania, lecz jedno jest pewne - byli to ludzie skorzy do poświęceń i tych poświęceń wymagający od innych, wojskowi przywykli do wydawania rozkazów podwładnym i bezdyskusyjnie wykonujący rozkazy zwierzchników, a ponad wszystko patrioci, którzy spełnili sen swoich przodków o niepodległej Polsce. Nazwiska takie jak Piłsudski, Składkowski, Arciszewski, Skotnicki, Dreszer to tylko nieliczne wyjątki z listy Legionistów, którzy służyli krajowi w czasach wojny i pokoju. Wśród nich znalazła się także postać która nierozerwalnie kojarzy się z kawalerią, żołnierz i oficer Legionów, adiutant i przyjaciel Piłsudskiego, dowódca 1. Pułku Szwoleżerów, brygady, a w końcu dywizji kawalerii, dyplomata oraz kandydat na urząd prezydenta na obczyźnie - Bolesław Wieniawa - Długoszowski.
Urodził się on 22 VII 1881 r. w okolicach Stanisławowa, a wychował w majątku Bobowa niedaleko Nowego Sącza, gdzie jego rodzina osiadła w roku 1887. Matka nosiła imię Józefa (z domu Struszkiewicz), zaś ojciec Bolesław. Rodzina Długoszowskich od pokoleń zaangażowana była w działalność niepodległościową. Kolejno pradziad, dziad i ojciec Bolesława Długoszowskiego walczyli u boku Napoleona, w powstaniu listopadowym oraz styczniowym. W roku 1900 Długoszowski jako eksternista pomyślnie zdał egzamin maturalny w nowosądeckim Gimnazjum Wyższym im. Jana Długosza, po czym rozpoczął studia medyczne na Uniwersytecie Lwowskim. Ukończył je z wyróżnieniem w 1906 r. Jego specjalnością była okulistyka i chirurgia. Następnie swoje losy związał z praktyką lekarską, co nie trwało jednak długo. Znaczny wpływ na taki stan rzeczy miało to, że w okresie studiów utrzymywał kontakty towarzyskie z wieloma wybitnymi przedstawicielami kultury polskiej przełomu wieków XIX i XX (między innymi byli to J. Kasprowicz, L. Staff, S. Przybyszewski, S. Wyspiański). 20 IX 1906 r. wziął ślub ze śpiewaczką operową Stefanią Calvas i wraz z nią wyjechał do Berlina, gdzie przez rok studiował na tamtejszej uczelni artystycznej. Następnie udał się do Paryża w celu kontynuowania studiów medycznych, głównie jednak poświęcił się studiom malarskim i literackim. Między innym przekładał na język polski literaturę francuską i angielską, pisał scenariusze filmowe. Należał do grona założycieli Towarzystwa Artystów Polskich w Paryżu (1911) stanowiącego ważny ośrodek kulturalny emigracji. Wkrótce w ramach tejże instytucji założył Koło Nauk Wojskowych. W drugiej połowie 1913 r. przystąpiło ono do Związku Strzeleckiego realizującego koncepcje Józefa Piłsudskiego. Stawiał on sobie za cel wykorzystanie konfliktu między zaborcami i wywalczenie niepodległości Polski w oparciu o państwa centralne, kierując wysiłek militarny przeciwko Rosji.
Tak rozpoczął się związek Długoszowskiego z późniejszym obozem legionowym. Paryskim oddziałem Strzelca dowodził wówczas Stanisław Markus, skromne środki nie przeszkodziły w organizacji wykładów teorii wojskowej oraz w ćwiczeniach praktycznych prowadzonych za pomocą kijów na sznurkach. Długoszowski szybko ukończył kurs podoficerski i uzyskał stopień sekcyjnego. Sprowadził do Paryża swojego brata Kazimierza, który jako oficer rezerwy armii austro - węgierskiej szkolił strzelców w zakresie regulaminu piechoty i musztry. Prócz spraw militarnych Bolesław Długoszowski zajmował się także organizacją i czynnie uczestniczył jako sekretarz w pracach Towarzystwa Polsko - Tureckiego Badań Nauki i Literatury, które miało dać podstawy do pozyskania Turcji (przeciwniczki Rosji) dla sprawy polskiej. Dnia 21 II 1914 r. zetknął się po raz pierwszy z Józefem Piłsudskim. Przyszły Wódz Naczelny przybył do Paryża celem między innymi wygłoszenia odczytów propagujących utworzenie polskich sił zbrojnych oraz by dokonać inspekcji paryskiego strzelca, która wypadła niepomyślnie.
Trwający latem 1914 r. wzrost napięcia międzynarodowego spowodował, że polskie organizacje militarne podjęły wzmożone wysiłki celem wystawienia w razie wojny możliwie licznych oddziałów. Wielu członków Strzelca opuściło Francję i udało się do Galicji. Wśród nich znalazł się także Długoszowski, który w lipcu powrócił do rodzinnego domu w Bobowej. Zabójstwo arcyksięcia Ferdynanda (austro - węgierskiego następcy tronu) i związane z tym wypowiedzenie przez Austro - Węgry wojny Serbii, wywołało lawinę wypadków, które w krótkim czasie doprowadziły do wybuchu wojny światowej (28 VII 1914 r.). Jeszcze w lipcu Piłsudski wydał pierwsze rozkazy mobilizacyjne. Członkowie Związku Strzeleckiego mieli się stawić w krakowskich Oleandrach celem formowania oddziałów. Długoszowski po dotarciu do Oleandrów obrał sobie pseudonim Wieniawa, który potem, tak jak u wielu legionistów, stał się członem jego nazwiska. Nawiązał w ten sposób do tradycji heraldycznych swego rodu. Skierowany został do 2. plutonu 2. kompanii szkoły Związku Strzeleckiego, gdzie przebywał tylko przez pierwsze trzy dni sierpnia.
Wkrótce do Oleandrów przybyła półkompania Polskich Drużyn Strzeleckich. Z tak powstałego zgrupowania utworzona została 1. Kompania Kadrowa w sile 160 ludzi. Na czele nowosformowanego oddziału stanął Tadeusz Kasprzycki "Zbigniew". Wieniawa został przydzielony do 4. plutonu dowodzonego przez Jana Kruszewskiego "Kurka" i do sekcji Mirosława Kowalskiego "Huka". Kompania przystąpiła do intensywnych ćwiczeń. Trzy dni po sformowaniu, tj. 6 sierpnia, o godz. 3.30 wyruszyła do Królestwa Kongresowego z zadaniem wywołania tam powstania. Mimo niepowodzenia tego przedsięwzięcia, spowodowanego nieufnym przyjęciem kadrowiaków przez ludność kongresówki, nie zaprzestano rozwijania oddziałów strzeleckich (następnie Legionów). Do końca sierpnia w ich szeregach znalazło się 3000 ludzi.
W początkowym okresie walk organizowana była między innymi polska kawaleria, na której czele stał Władysław Prażmowski "Belina". 10 sierpnia Wieniawa porzucił służbę w piechocie i został kawalerzystą, tego też dnia mianowany został kapralem i na zarekwirowanym we Włodzisławiu kasztanie wyruszył do Chęcin na swój pierwszy patrol. Po dotarciu do celu ułani rozbili rosyjskie więzienie i uwolnili dwóch więźniów politycznych. 12 sierpnia Długoszowski przeszedł chrzest ognia. Miało to miejsce, gdy patrol w którym uczestniczył zajął Kielce, by po zluzowaniu przez piechotę podjąć działania mające na celu rozpoznanie obszarów na północ i wschód od miasta. W ich trakcie polscy kawalerzyści zostali ostrzelani przez nieprzyjaciela z miejscowości Szydłówek, na co odpowiedzieli ogniem i natarli w spieszeniu na wieś zmuszając nieprzyjaciela do jej opuszczenia. Następnie w Domaszewiczach zaatakowali w szyku konnym rosyjski pluton kawalerii, który wycofał się bez walki pod osłonę silniejszego oddziału. Po tym wydarzeniu kawalerzyści powrócili do Kielc, gdzie około godz. 14.00 przybył Piłsudski wraz z baonem piechoty, który rozlokował się w pobliżu dworca mającego stanowić punkt oporu przeciw spodziewanemu atakowi. Ułani nie zatrzymali się tam jednak, strudzeni postanowili zjeść obiad w kieleckim Bristolu. Podczas posiłku rozpoczęło się rosyjskie natarcie na dworzec kolejowy. Do miasta wkroczyły dwa rosyjskie szwadrony wzmocnione samochodem z karabinem maszynowym. Próba zaskoczenia nie powiodła się jednak, a to głównie w wyniku nieudolności obsługi rosyjskiego karabinu maszynowego i zdyscyplinowaniu jakim wykazali się niedoświadczeni jeszcze przecież polscy żołnierze. Nieprzyjaciel nie uzyskał powodzenia i został odparty, a oddział kawalerii wziął udział w walce, pościgu do granic miasta i ubezpieczeniu wylotów z Kielc. Udaremnienie próby opanowania Kielc przez zaskoczenie nie zadecydowało jednak o utrzymaniu pozycji. Informacje pozyskane dzięki działaniom rozpoznawczym i od oddziałów austriackich wymusiły opuszczenie ich jeszcze tego samego dnia wieczorem.
W toku trwania tzw. kampanii kieleckiej patrol Beliny prowadził działania rozpoznawcze i osłonowe biorąc udział w walkach o Chęciny i Jędrzejów. Podczas jednego z wielu patroli, w dniu 18 sierpnia, Wieniawa znalazł się w Olęborku, miejscu zamieszkania Henryka Sienkiewicza. Przebieg spotkania z noblistą oraz fakt kto właściwie rozmawiał z Sienkiewiczem, Wieniawa czy Belina, wobec sprzecznych informacji trudne są dziś do ustalenia. Dnia następnego kawalerzyści skierowani zostali do Kielc, gdzie nie stwierdzili obecności nieprzyjaciela. 22 sierpnia wraz z pozostałymi oddziałami grupy Piłsudskiego ponownie wkroczyli do tego miasta. Tymczasem, dnia 20 sierpnia, Wieniawa awansowany został do stopnia wachmistrza. Po osiągnięciu wystarczającego ku temu stanu liczbowego sformowano 1. Szwadron Ułanów Legionów Polskich (25 sierpnia), którego obsadę stanowiło 7 oficerów, 11 podoficerów, 75 szeregowych i 12 rekrutów. Bolesław Długoszowski objął w nim stanowisko dowódcy 3. sekcji 1. plutonu dowodzonego przez Janusza Głuchowskiego.
W dniach 29 sierpnia - 1 września pluton w którym służył Wieniawa wykonał rozpoznanie którego trasa biegła przez Mniów - Smyków - Żarów - Paradyż. Ułani pokonali trasę długości 140 km. W dniu 5 września oddziały legionowe składały przysięgę, rota mówiła między innymi o wiernej służbie u boku państw centralnych. By uniknąć takiej jej formy Belina podzielił swój oddział na patrole, które rozesłał w teren. Dnia 10 września legioniści pod naporem nieprzyjaciela musieli ponownie opuścić Kielce i wycofać się w kierunku Wisły. Kawaleria prowadziła działania osłonowe i rozpoznawcze. Po dotarciu na prawy brzeg Wisły oddział kawalerii został oddany do dyspozycji austro - węgierskiego 1. Korpusu, a następnie wyłączony z Legionów. Kawalerzyści powrócili pod rozkazy Piłsudskiego dopiero 30 października w Śreniawie, po tym jak Belina złamał rozkaz austriacki i samowolnie opuścił pozycje.
Kolejne walki kawalerzyści podjęli 9 listopada, wówczas to pluton Głuchowskiego skierowany został do rozpoznania w kierunku na Żarnowiec, który to zajął po odrzuceniu napotkanego po drodze rosyjskiego patrolu. W tym czasie Legiony miał przejść ziemię niczyją pomiędzy nacierającymi Rosjanami, a cofającymi się Austriakami i Niemcami. Celem było zajęcie Krakowa. 10 listopada oddziały polskie dotarły do Uliny Małej, tam Wieniawa stanął na czele 10 - cio osobowego patrolu z rozkazem zbadania przebiegu frontu austiackiego. Ułani natknęli się na przewazające siły kawalerii sowieckiej, pod której naporem wycofywali się, tak jednak, by dać pozostałym oddziałom czas na przygotowanie obrony. W walkach o Ulinę Rosjanie zostali odparci. Dysponując wynikami działań patrolu Piłsudski tak zaoplanowł nocny marsz, by dnia 11 listopada osiagnąć Kraków. Tam formalnie utworony został dywizjon kawalerii, w którym 12 listopada w stopniu podpor. Wieniawa objął dowództwo 1. plutonu w 1. szw. Gustawa Orlicz - Dreszera. Dnia następnego ułani opuścili Kraków i do 20 listopada odpoczywali w Zawoi. Pod koniec listiopada walczyli z Rosjanami w okolicach Limanowej.
Dnia 3 listopada wojska austriackie przystąpiły do ofensywy, siły Piłsudskiego podporządkowane zostały austro - węgierskiej 11. Dywizji Kawalerii Honwedów. Kawaleria Legionów ubezpieczała w tym okresie marsze innych oddziałów polskich. 6 grudnia 1914 r. miało miejsce starcie kawalerii legionowej z Rosjanami pod Marcinkowicami. Doszło do niego po tym, jak cztery plutony kawalerii przekroczyły most na Dunajcu. Spieszony pluton Wieniawy zajął pozycje do natarcia na prawo od mostu, ze względu jednak na przewagę nieprzyjaciela wspartego przez artylerię, nie był w stanie przełamać nieprzyjacielskiej obrony. Belina, widząc że wkrótce może zostać odcięty, zarządził odwrót za rzekę. Kawalerzyści zostali zmuszeni do odwrotu wpław pod ogniem. Długoszowski zachowując zimną krew nie dopuścił do rozproszenie oddziału. Najpierw zebrał swój plutonu i skierował go w bezpieczne miejsce, sam zaś pozostał na brzegu rzeki zbierając pozostałe pododdziały i organizując ich uporządkowany odwrót. Z ostrzeliwanej pozycji wycofał się jako ostatni. Czyn ten stał się jedną z podstaw do nadania mu w 1921 r. Krzyża Orderu Virtuti Militari.
Dnia 10 grudnia Długoszowski na czele dwóch plutonów osłaniał marsz 5. baonu 1. pp. Leg. do Kamienicy. 13 grudnia kawaleria Beliny wkroczyła do Nowego Sącza, gdzie przebywała przez okres tygodnia, po czym przeszła do odwodu. Pod koniec grudnia dyon zakwaterował się w Rajbrocie, gdzie utworzono 3. szw. złożony z rekonwalescentów i ochotników, jego dowództwo planowano powierzyć Wieniawie, ten jednak odmówił tłumacząc się przywiązaniem do swego plutonu, przy którym pozostał. W Rajbrocie ułani spędzili w obecności Piłsudskiego Sylwestra. Pozostali tam do 16 I 1915 r. Następnie skierowani zostali do Kóz Wielkich, gdzie przebywali do końca lutego. Długi czas wypoczynku wykorzystano na szkolenie i uzupełnienie braków materiałowych. 28 lutego wraz z brygadą kawaleria została przetransportowana nad Nidę. Transport trwał do 3 marca, na miejscu objęła stanowiska między Chojnami a Pawłowicami pełniąc służbę w pieszą w okopach. W okresie tym kontynuowano szkolenie. 5 III 1915 r. Bolesław Długoszowski otrzymał awans do stopnia porucznika.
W kwietniu Wieniawa został oddelegowany do Radomska w celu udzielenia pomocy w organizowaniu 4. pp. i szwadronu ułanów. Szwadron ten został wkrótce powierzony jego dowództwu. Prowadził także wykłady na kursie ideowo - politycznym dla ochotników do 1. Brygady. W maju na wezwanie Piłsudskiego powrócił do macierzystego oddziału na dawne stanowisko dowódcy plutonu. Miało to związek z przerwaniem frontu pod Gorlicami i ofensywą państw centralnych. Rosjanie wycofali się znad Nidy, w konsekwencji 11 maja Legiony rozpoczęły działania mające na celu opanowanie opuszczonego terenu. Kawaleria rozpoczęła patrolowanie przeciwległego brzegu rzeki. Nastąpił okres walk, podczas których teren przechodził z rąk do rąk, jazda odgrywała więc w nich istotną rolę. 26 maja linia frontu ponownie się ustabilizowała i ułani na prawie miesiąc powrócili do służby łącznikowej wykorzystując wolny czas na szkolenie. W okresie tym stacjonowali w Domaradzicach. Walki pozycyjne trwały do 22 czerwca, w dniu tym kawaleria znowu została skierowana do działań rozpoznawczych, w których uczestniczyła do 30 czerwca. W międzyczasie, pod koniec maja, Długoszowski wezwany został do sztabu 1. Brygady, gdzie podczas zebrania oficerów zabrał głos w sprawie stosunku 1. Brygady do Naczelnego Dowództwa austriackiego (Armeeoberkommando - AOK). Również wówczas otrzymał zadanie obserwacji sąsiadującej brygady austriackiej, Piłsudski nie ufał bowiem Austriakom. 6 czerwca Wieniawa powrócił do Domaradzic, gdzie z rozkazu Beliny wszedł w skład komisji przygotowującej regulamin kawalerii, na jej czele stał Stanisław Skotnicki "Grzmot".
Po opuszczeniu 22 czerwca Domaradzic, szw. w którym znajdował się pluton Wieniawy podzielono na trzy podjazdy. Skierowane one zostały przez Lisów na miejscowości Kunice i Bidziny celem ich rozpoznania. W dniach 23 - 24 czerwca o te ostatnie miejscowości kawaleria stoczyła ciężkie walki. Pluton Wieniawy odznaczył się podczas ich trwania pieszym natarciem uwieńczonym wzięciem 60 jeńców, do którego rozkaz został wydany samorzutnie przez Długoszowskiego. Po przerzuceniu brygady Legionów na lewy brzeg Wisły (30 czerwca) przeszła ona do składu 4. Armii prowadzącej działania w kierunku na Lublin. Polacy zajęli pozycje na linii rzeki Wyżyca nie biorąc początkowo udziału w poważniejszych walkach. Już jednak 12 lipca nastąpiły starcia w rejonie Urzędowa. Kawaleria początkowo pełniła zadania rozpoznawcze, potem zaś przeszła do pościgu. Jej udział w walkach trwał do 21 lipca. W tym okresie rozrosła się do stanu pięciu szwadronów, czyli osiągnęła stan pełnego pułku. Dalsze zwycięskie walki doprowadziły do zajęcia Lublina co nastąpiło 30 lipca, po czym dyon przeszedł do odwodu i zakwaterowany został w Dąbrownicy. Ułani ponownie do akcji weszli 3 sierpnia ścigając nieprzyjaciela. Staczając potyczki dyon przeszedł przez Samoklęski, Kamionkę, Ciemno, Soboloew. 9 sierpnia przekroczył Wieprz i zatrzymał się w Oszczepinie. Tam losy Wieniawy rozeszły się na długi czas ze służbą liniową.
Dnia 13 sierpnia na rozkaz Piłsudskiego miał tymczasowo porzucić służbę w kawalerii i towarzyszyć mu w oficjalnie zdrowotnej, a nieoficjalnie w politycznej, miesięcznej wizycie w Warszawie. Długoszowski pojechał tam w charakterze oficera ordynansowego Komendanta, co można przyjąć za datę rozpoczęcia funkcji adiutanta (dokładna data objęcia adiutantury jest trudna do ustalenia). W Warszawie odbyło się spotkanie przedstawicieli obozu niepodległościowego, zapadła na nim decyzja, że wobec dążeń Austriaków do ścisłego podporządkowania Legionów lub zredukowania ich liczebności, zostanie wstrzymany do nich werbunek przy równoczesnej rozbudowie tajnej Polskiej Organizacji Wojskowej. Po powrocie wbrew wcześniejszym planom Wieniawa nie wrócił już do macierzystego oddziału. Odtąd rozpoczął u boku Piłsudskiego pracę w sztabie 1. Brygady, miała ona nie tylko charakter wojskowy, ale i polityczny oraz konspiracyjny, angażował się bowiem znacznie w działalność POW. Długoszowski uczestniczył często w podróżach Komendanta oraz w wielu misjach kurierskich, w które był wysyłany jako członek najbardziej zaufanego grona oficerów. Między Piłsudskim i Wieniawą mimo różnicy wieku zrodził się z czasem rodzaj przyjaźni. Wyrazem tego było wspólne spędzenie świąt Bożego Narodzenia 1915 r. oraz to, że gdy po przebyciu ciężkiej choroby Piłsudski (dotychczas protestant) postanowił powrócić na łono kościoła katolickiego, jednym ze świadków (obok Kazimierza Sosnkowskiego) był właśnie Długoszowski. Wielkanoc 1916 r. Wieniawa spędził z przyszłym Marszałkiem w Bobowej.
Dnia 4 lipca 1916 r. rozpoczęła się rosyjska ofensywa. Trzydniowy bój pod Kostiuchnówką był kolejnym w którym Wieniawa odznaczył się na polu walki. Wskutek ognia artyleryjskiego na pozycjach Legionów całkowicie została zniszczona łączność telefoniczna, której brak wymuszał komunikowanie się z pierwszoliniowymi oddziałami za pomocą gońców. Szczególnie trudne okazało się dotarcie do 5. pp., czego nie dokonał żaden z wysyłanych przez Piłsudskiego łączników. W takiej sytuacji zdecydował on o skierowaniu tam swojego adiutanta. Wieniawa nie tylko zdołał dostarczyć rozkazy na pierwszą linię i przynieść meldunek sytuacyjny, ale także wkrótce potem dokonał tego ponownie dostarczając, w momencie gdy Rosjanie już niemal otoczyli broniący się na tzw. Polskiej Górze 5. pp., rozkaz opuszczenia pozycji. Czyn ten stał się kolejną podstawą do nadania mu Virtuti Militari.
Tymczasem zaostrzał się konflikt Piłsudskiego z Austriakami, którzy zwlekali z powołaniem polskich władz. W skutek tego pod koniec lipca 1916 r. Piłsudski podał się do dymisji. Jej udzielenie i utworzenie z Legionów Polskiego Korpusu Posiłkowego, pociągnęło za sobą podania o dymisje większości żołnierzy 1. i 3. Brygady oraz 1. Dywizjonu Artylerii. Dokument o przemianowaniu Legionów na PKP nie wszedł jednak w życie, a akt 5 listopada uśmierzył na jakiś czas konflikt. Piłsudski wydał rozkaz wycofania złożonych dymisji. Legiony przeszły dyspozycji Niemców, którzy chcąc dysponować polską armią musieli wydać zgodę na działalność polityczną. Wkrótce jednak doszło i do konfliktu z Niemcami, próbującymi w oparciu o powołaną Tymczasową Radę Stanu zorganizować Polnische Wehrmacht. W zaistniałej sytuacji Piłsudski zakazał POW udziału w tym przedsięwzięciu i przeszedł do opozycji wobec Niemców.
W międzyczasie, dnia 22 I 1917 r., Wieniawa jako jedyny oficer 1. puł. Leg. został powołany na prowadzony przez Niemców kurs sztabu generalnego i adiutantury, ukończył go, jednak nie wziął udziału w jego planowanej części praktycznej, a to dlatego że Niemcy zrezygnowali ze szkolenia polskich oficerów. 1 kwietnia został skierowany do Ostrołęki, gdzie udał się by objąć funkcję dowódcy 4. szw. w 1. puł.. W tym okresie otrzymał odznakę pamiątkową 1. puł. Leg. W Ostrołęce zastał go kryzys przysięgowy, związane z nim wystąpienie Piłsudskiego z Tymczasowej Rady Stanu (2 VII 1917 r.) i rozłam w Legionach (1. i 3. Brygada odmówiła złożenia przysięgi, uczyniła to natomiast 2. Brygada). Zgodnie z instrukcją, jaką otrzymali polscy żołnierze, zażądali oni dymisji lub przeniesienia do wojska austriackiego. Niemcy odpowiedzieli na to internowaniem żołnierzy i oficerów. Wieniawa, który także odmówił złożenia przysięgi pozostał na razie przy pułku jako dowódca 2. dyonu, a potem zastępca dowódcy pułku. 18 sierpnia samowolnie objął dowództwo pułku, który przyjął nazwę 1. Pułku Ułanów Wojsk Polskich im. Józefa Piłsudskiego. Już jednak 19 sierpnia na skutek działań wrogiej Piłsudskiemu Komendy Legionów, Długoszowski został zwolniony z Legionów, wcielony do armii austriackiej, zdegradowany do stopnia szeregowego i osadzony na dwa tygodnie w więzieniu. Opuścił je 2 IX 1917 r. i tą datę podawał potem jako dzień wystąpienia z Legionów.
Po wcieleniu do wojska austriackiego Wieniawa został wysłany do Nowego Sącza gdzie przez pewien czas, by uniknąć służby, symulował chorobę. Pozwoliło mu to pozostać w Krakowie i pracować przez jakiś czas w POW. Dopiero jesienią został skierowany do służby wojskowej używając jednak znajomości zdołał uniknąć wysłania na front i dostać się do pracy w szpitalu w Nowym Sączu. Sam wspominał, iż nie mając dostatecznych umiejętności kierował się zasadą "przede wszystkim nie szkodzić", a praktykę starał się ograniczyć do pomocy polskim żołnierzom w jak najdłuższym przedłużaniu kuracji. Wkrótce przeniesiono go do Cieszyna na stanowisko ordynatora oddziału chorób wewnętrznych w tamtejszym szpitalu Wojskowym. Praca ta umożliwiła mu działanie w POW, w której prawdopodobnie na początku grudnia 1917 r. został członkiem Komendy Głównej.
Wczesną wiosną 1918 r. Długoszowski na rozkaz kierującego POW Rydza - Śmigłego zdezerterował z wojska austro - węgierskiego. W tym okresie znacznie wzmogła się aktywność piłsudczyków w rewolucyjnej Rosji, co związane było z możliwością utworzenia tam oddziałów polskich. Wobec sporów z Austriakami i Niemcami pojawiła się też konieczność kontaktu z Józefem Hallerem - dowódcą 2. Brygady Legionów Polskich oraz z przedstawicielami państw Ententy znajdującymi się terenie Rosji. 23 kwietnia Wieniawa dysponując fałszywymi dokumentami podróży udał się na Ukrainę, gdzie przybrał fałszywą tożsamość ukraińskiego chłopa, Edwarda Mianowskiego. Po dotarciu do Kijowa spotkał się z Bogusławem Miedzińskim, komendantem tamtejszej Komendy Naczelnej III, dla którego dostarczył rozkazy. Następnie objął funkcję szefa oddziału politycznego KN III i jako taki otrzymał zadanie nawiązania kontaktów z miejscowymi antyaustriackimi i antyniemieckimi ugrupowaniami. Zdołał też nawiązać kontakt z misją francuską, a za jej pośrednictwem z szefem sztabu Hallera płk. Bobickim i w końcu bezpośrednio z Hallerem. Wieniawa spotkał się z nim w Masłowie, gdzie przekazał list od kierownictwa swojej frakcji politycznej oraz zreferował sytuację polityczną w kraju. Józef Haller podczas rozmowy przedstawił swoje plany militarne. Po powrocie Wieniawy do Kijowa Wieniawa zastał trudną sytuację wywołaną porażką w bitwie pod Kaniowem (11 maja), w wyniku której pojawił się problem ułatwienia ucieczki jeńcom polskim. Wieniawa aktywnie uczestniczył w tym przedsięwzięciu i okazał się bardzo pomocny, podobnie jak po późniejszym rozwiązaniu rozbitego i rozbrojonego korpusu Dowbora - Muśnickiego. Kolejne spotkanie z Hallerem nastąpiło 12 czerwca. Zmiana sytuacji militarnej spowodowała, iż uznał on wtedy koncepcję tworzenia POW. Podczas rozmów uzgodniono także, że Haller postara się przedostać do Francji. Następna rozmowa miała odbyć się w Moskwie, gdzie Długoszowski między innymi miał przekazać dane odnośnie ofensywy przygotowywanej na froncie włoskim oraz ponownie przeciągnąć na stronę POW Hallera, który jako dowódca wszystkich polskich sił zbrojnych poza terenami opanowanymi przez Austrię i Niemcy, skłaniał się ku Narodowej Demokracji. W Moskwie Długoszowski nie zastał już jednak Hallera. Spotyka się natomiast ze Stanisławem Grabskim oraz z przedstawicielem Francuzów gen. Lavergene'm, od którego uzyskał obietnicę pomocy materialnej dla POW w postaci dostaw broni i pożyczki od państw Ententy. Następnie korzystając z francuskiego pociągu udał się w ślad za Hallerem do Murmańska. Niefortunnie pociąg zatrzymano, a jego pasażerów aresztowano. Dzięki wstawiennictwu Bronisławy Beresowej, dawnej znajomej z Paryża i przyszłej pani Długoszowskiej, sprawa Wieniawy została przekazana Komisariatowi do Spraw Polskich. Pomiędzy 20 a 25 września Długoszowski wyszedł z więzienia, z zastrzeżeniem jednak, że nie wolno mu opuszczać Moskwy. Wielokrotnie uczestniczył wówczas w rozmowach, podczas których był pytany przez przedstawicieli władz bolszewickich o stosunek POW do Moskwy. Zasłaniając się brakiem pełnomocnictw do prowadzenia rozmów uzyskał zezwolenie na powrót do Polski, gdzie miał porozumieć się z dowództwem POW i zająć się nawiązaniem kontaktów z bolszewikami.
Nie bez dalszych komplikacji Bolesław Długoszowski powrócił do niepodległej już Polski, gdzie 17 listopada 1918 r. w randze rotmistrza został mianowany adiutantem osobistym Józefa Piłsudskiego. Kilka tygodni potem, 23 grudnia wyjechał w składzie delegacji Naczelnika państwa do Francji z zadaniem przekazania korespondencji marsz. F. Foch'owi i przeprowadzenia rozmowy z gen. Hallerem celem jak najszybszego sprowadzenia Błękitnej Armii do kraju. Nawiązał też kontakty z attachatami wojskowymi aliantów zachodnich, by uzyskać rozeznanie w sprawie ich ewentualnej pomocy materialnej dla armii polskiej. Pobyt we Francji zakończył 30 III 1919 r. W okresie wojny polsko sowieckiej Wieniawa przez większość czasu pełnił służbę u boku Piłsudskiego i choć formalnie należał do korpusu 1. Pułku Szwoleżerów (kontynuującego tradycje 1. puł. Leg.), to nie brał udziału w walkach. Wiosną 1920 uczestniczył w przygotowaniu ofensywy kijowskiej. W czasie jej trwania przez okres tygodnia pełnił swoją jedyną funkcję liniową podczas tej wojny. Zajmował mianowicie jedno ze stanowisk sztabowych Dywizji Jazdy. Po tym krótkim okresie powrócił na dawne stanowisko. 30 IX 1920 r. został mianowany adiutantem generalnym. 1 I 1920 r. otrzymał awans na majora, a 30 września tegoż roku na podpułkownika. W połowie stycznia 1921 r. pojechał ponownie do Paryża, by przygotować tam wizytę Piłsudskiego, podczas której podpisano układ polityczny, ekonomiczny i wojskowy. 1 X 1921 r. Wieniawa po raz pierwszy odznaczony został Krzyżem Walecznych, a 4 X 1921 r. Krzyżem Orderu Virtuti Militari V klasy. Z dotychczasowym stanowiskiem adiutanta rozstał się 26 XI 1921 r., kiedy to przeniesiono go do Sztabu Generalnego, z którego ramienia wyjechał do Rumunii jako attache wojskowy (14 I 1922 r.). Z adiutanturą Piłsudskiego nadal jednak wiązały go silne więzy. Aż do śmierci Marszałka w 1935 r. to właśnie Wieniawa przeważnie typował kandydatów na jego adiutantów. Nadal też pozostał osobą bliską Piłsudskiemu, czego wyrazem jest to, iż ten ostatni został ojcem chrzestnym narodzonej w sierpniu 1920 r. córki Wieniawy.
Na palcówce dyplomatycznej Długoszowski zajmował się nie tylko sprawami określonymi przez kompetencje attachatu, bowiem brał aktywny udział w przygotowywaniu polsko - rumuńskiej konwencji wojskowej. Stanowisko to jednak mu nie odpowiadało. Po powrocie do kraju, który nastąpił w listopadzie 1923 r., Wieniawa kolejno objąć miał dwa stanowiska w Sztabie Generalnym, co nie doszło do skutku. Po wycofaniem się Piłsudskiego z życia politycznego i spowodowaną tym izolacją jego zwolenników, przeszedł na własną prośbę w stan nieczynny (1 VIII 1923 r.). Do służby powrócił dokładnie po roku. Skierowany 12 sierpnia na roczny kurs oficerów sztabowych w Wyższej Szkole Wojennej otrzymał kolejno przydziały do 19. puł. i 1. pszwol (5 września). 15 sierpnia otrzymał awans do stopnia pułkownika. Kurs rozpoczął się 15 X 1924 r. Długoszowski ukończył go z wysoką 7 lokatą. Wystawiona mu opinia nie mogła więc być i nie była negatywna ani nawet, mimo podkreślanej już izolacji piłsudczyków, neutralna. Po kursie na kawaleryjskich manewrach na Wołyniu pełnił funkcję rozjemcy przy 19. puł. Po zakończeniu ćwiczeń do naczelnych władz wojskowych przesłał raport ozdobiony licznymi fraszkami i rysunkami, który choć w swej oficjalnej części był poprawny, z pewnością nie został przygotowany zgodnie z przepisami.
Następnie przydzielony został do Inspektoratu Armii II (zajmował się sprawami organizacji jednostek oraz ich dyslokacji) na stanowisko pierwszego referenta. Od swojego przełożonego, gen. T. Rozwadowskiego otrzymał surową ocenę i choć uznano za bardzo inteligentnego, to jednocześnie zarzucono faktyczny brak doświadczenia liniowego. Na stanowisku tym doczekał zamachu majowego (12 V 1926 r.). Wieniawa będąc osobą bliską Piłsudskiemu należał do grona oficerów, którzy uczestniczyli w przygotowaniach do zamachu. Długoszowski zajmował się rozeznaniem którzy dowódcy poprą Piłsudskiego, dzięki czemu możliwe było takie zgrupowanie oddziałów w rejonie Warszawy, by znalazły się tam te które wystąpią przeciwko prezydentowi i rządowi. Był też łącznikiem pomiędzy Piłsudskim, ministrem spraw wojskowych gen. Żeligowskim oraz prezydentem Wojciechowskim. W dniach bezpośrednio poprzedzających wystąpienie wraz z Miedzińskim był odpowiedzialny za dostarczenie rozkazów Piłsudskiego do dowódców oddziałów, które miały wziąć udział w zamachu. Zajmował się także sondowaniem opinii publicznej jak i reakcji rządu na coraz bardziej napięta sytuację w stolicy. Organizował manifestację oficerską w Sulejówku oraz manifestacje w przeddzień zamachu. W dniu zamachu rano został aresztowany, jednak na interwencję Józefa Becka w MSWojsk. szybko go zwolniono. W trakcie Długoszowski zamachu był jedną z osób towarzyszących Piłsudskiemu we słynnym spotkaniu na moście Poniatowskiego. Po rozmowie Wieniawa pozostał na moście na polecenie Piłsudskiego, co wobec nieokreślenia roli jaką miał sprawować doprowadziło do jego ponownego aresztowania. Nie na długo jednak, jeszcze tego samego dnia 21. Pułk Piechoty opanował centrum miasta i uwolnił aresztowanych piłsudczyków. W ciągu następnych dni Długoszowski nieustannie towarzyszył Piłsudskiemu. Po powołaniu rządu Bartla wziął udział w konferencji prasowej dla zagranicznych dziennikarzy.
Dojście piłsudczyków do władzy pociągnęło za sobą awanse wielu z nich i obsadzenie kluczowych stanowisk. Mimo nalegań Wieniawa, nie akceptując zasad moralnych polityki, nie włączył się do tworzenia nowych władz. Piłsudski ponawiał jednak wysiłki, według wspomnień Józefa Becka odmowy Długoszowskiego doprowadzały do wybuchów u Marszałka: "ciskając czapką krzyczał: Nieszczęście z tym Wieniawą, mógłby być ambasadorem, mężem stanu, a on nic tylko mnie nudzi, że chce szwoleżerami dowodzić". Również na płaszczyźnie wojskowej Piłsudski nie skierował Wieniawy tam gdzie sobie początkowo tego życzył. Proponował mu bowiem objęcie dowództwa brygady kawalerii, lecz Długoszowski konsekwentnie dopominał się 1. Pułku Szwoleżerów, którego dowództwo powierzono mu 29 IX 1926 r. Dowódcą był dobrym i aktywnym, dbał by pułk uczestniczył w życiu miasta. Wprowadził zwyczaj comiesięcznych wspólnych kolacji oficerów pułku wraz z żonami. Słabą stroną jego dowodzenia było natomiast np. wydanie znacznych sum na płomienie do trąbek przy innych zasadniczych brakach oraz zły stan utrzymania stajni. Gen. Juliusz Rómmel inspekcjonując pułk bardzo negatywnie ocenił również pracę wyszkoleniową, co w pewnym stopniu usprawiedliwia jednak częste uczestnictwo oddziału w różnego rodzaju uroczystościach związane z tym, iż stacjonował w stolicy. Inspekcja przeprowadzona także przez gen. J. Rómmla w roku 1928 dała o wiele bardziej pozytywne wyniki. Wieniawa od swych przełożonych otrzymał bardzo dobre oceny, choć nie można wykluczyć, że obawiali się oni skrytykować bliskiego współpracownika Piłsudskiego.Dnia 31 X 1927 r. Długoszowski został mianowany I oficerem sztabu w Głównym Inspektoracie Sił Zbrojnych (GISZ), przy czym zachował stanowisko dowódcy 1. pszwol. Powrócił tym samym do bliskiego otoczenia Marszałka, znowu wypełniał poufne misje, jak na przykład wizyta w Watykanie w lutym 1927 r., organizacja wejścia do Sejmu oficerów w roku 1929, częste wizyty we Francji. Od czasu objęcia stanowiska w GISZ coraz mniej czasu mógł poświęcić dowodzeniu pułkiem. Jednocześnie służąc w wojsku Wieniawa nie zrezygnował ze sztuki, choć ze względu na inne ważne zajęcia, spychał ją zdecydowanie na tor boczny traktując raczej jako rozrywkę. Uczestniczył aktywnie w życiu kulturalnym Warszawy stanowiąc nieformalnego łącznika piłsudczyków ze środowiskiem artystycznym. Nie stronił w życiu towarzyskim od alkoholu, co było powodem częstej krytyki przede wszystkim ze strony opozycji. Do legendy przechodziły jego wybryki podczas przyjęć i jak to zwykle legendy miały w sobie często jedynie ziarno prawdy. Nie mniej trzeba uznać, iż przejazd przez centrum Warszawy dorożką w czapce woźnicy, z woźnicą siedzącym z tyłu w czapce generalskiej, był przejawem iście ułańskiej, a raczej szwoleżerskiej fantazji.
Pod koniec lutego 1929 r. na rozkaz Piłsudskiego Wieniawa został komendantem Garnizonu i Placu Miasta Stołecznego Warszawy, co miało niewątpliwie wymiar polityczny. Wówczas, jako odpowiedzialny za utrzymanie porządku w mieście ograniczył hulaszczy tryb życia. Następnie, po półtora roku, objął dowództwo 1. Brygady Kawalerii (5 XI 1930 r.) i jednocześnie stał się zastępcą dowódcy 2. Dywizji Kawalerii (5 XI 1930 r.), którą to de facto dowodził, a formalne jej dowództwo przejął w roku 1932, co wiązało się z awansem do stopnia gen. bryg (1 I 1932 r.). Wtedy też rozstał się z 1. pszwol. Plotka głosiła, iż wówczas Wieniawa zamówił bilety wizytowe o treści: "Generał Wieniawa - Długoszowski, były pułkownik". W dowodzeniu wielkimi jednostkami ponownie dawał się Długoszowskiemu we znaki brak doświadczenia w służbie liniowej, opinie które wystawiali mu zwierzchnicy na manewrach w większości nie należały do pochlebnych. Jako dowódca 2. DK organizował coroczne letnie koncentracje jej oddziałów, w ostatnich latach służby wielokrotnie organizował ćwiczenia międzybrygadowe czy międzydywizyjne. Podobnie jak inni dowódcy wysokiego szczebla brał udział w kursach Wyższej Szkoły Wojennej. W roku 1937 otrzymał nową funkcję - generała inspekcjonującego, jednocześnie pozostał dowódcą dywizji. Przydzielono mu do nadzoru Centrum Wyszkolenia Kawalerii w Grudziądzu, a potem jeszcze Podlaską BK. Prócz tego, podobnie jak dawniej, nadal pełnił poufne misje na zlecenie Piłsudskiego. Jedna z nich, na temat której do tej pory nie odnaleziono precyzyjniejszych danych, prawdopodobnie dotyczyła sondaży odnoście udziału Francji w ewentualnej wojnie prewencyjnej przeciw Niemcom (1933 r.). Wieniawa aktywnie uczestniczył w obchodach rocznicy odsieczy wiedeńskiej zarówno w Polsce, jak i w Austrii (stał na czele oficerów oddelegowanych do Wiednia na tamtejsze obchody).
Śmierć Marszałka (maj 1935 r.) była dla Wieniawy niewątpliwie ciosem, czuwał przy łożu śmierci i towarzyszył dawnemu Komendantowi w chwili zgonu. Z ramienia prezydenta Mościckiego to właśnie on został osobą odpowiedzialną za przygotowanie pochówku Piłsudskiego na Wawelu. Podczas pogrzebu dowodził reprezentacjami pułków kawalerii biorącymi udział w pochówku. Nie była to jednak jedyna śmierć, która wstrząsnęła Wieniawą. Wkrótce zginął w wypadku lotniczym gen. Konstanty Orlicz - Dreszer i niespodziewanie zmarła siostra Wieniawy. Wszystko to powoduje ponowne nadużywanie alkoholu przez Długoszowskiego. Po śmierci Piłsudskiego Wieniawa stopniowo odsuwany był na dalszy plan. 14 maja roku 1938 r. nadeszła pora rozstania z wojskiem. Podczas ostatnich godzin w mundurze dokonał przeglądu 1. pszwol. żegnając się z osobna z każdym szwadronem.
Następny okres w jego życiu to powrót do dyplomacji. Po zakończeniu kariery wojskowej został ambasadorem we Włoszech. Powierzonego zadania nie traktował z entuzjazmem, co nie znaczy, że lekceważył nowe obowiązki. Na kilka dni przed objęciem urzędu otrzymał jeszcze awans na stopień generała dywizji, po czym wyjechał z Polski do której już miał nie powrócić. We Włoszech dał się poznać jako doświadczony dyplomata. Prócz szerokich stosunków na płaszczyźnie oficjalnej nawiązał tam także trwałą przyjaźń z hrabią Ciano - włoskim ministrem spraw zagranicznych i zięciem Mussoliniego. Po rozpoczęciu agresji hitlerowskiej na Polskę, ponieważ Włochy nie przystąpiły jeszcze do wojny, Wieniawa pozostał na placówce dyplomatycznej przesyłając raporty o sytuacji w Rzymie. W początkowym okresie wojny miał jeszcze nadzieję na wystąpienie okoliczności, które odwrócą niepomyślny bieg zdarzeń. Do załamania psychicznego doprowadza go dopiero potwierdzenie wiadomości o wkroczeniu na ziemie wschodnie Rzeczypospolitej wojsk sowieckich oraz o opuszczeniu kraju przez Wodza Naczelnego marsz. Rydza - Śmigłego.
Wobec internowania władz polskich w Rumunii i zaistnienia ryzyka powołania marionetkowego rządu polskiego przez III Rzeszę lub Związek Radziecki, Wieniawa wraz z Kazimierzem Papee wystąpili z inicjatywą stworzenia rezydującego w Paryżu tymczasowego rządu polskiego, złożonego z pięciu ambasadorów. Projekt ten nie został jednak zaakceptowany. Wobec tego, że konstytucja II RP przewidywała obowiązek wyznaczenia przez aktualnego prezydenta swojego następcy, sprawa powołania nowego rządu wydawać by się mogła rozwiązaną, jednak owym zastępcą był internowany Rydz - Śmigły. Prezydent Mościcki uznał wówczas, że jedynie któryś z ambasadorów może zostać wyznaczony kolejnym następcą, z tym że ci akredytowani przy Anglii i Francji muszą z uwagi na wagę swoich stanowisk pozostać na placówkach. Wyznaczył więc na zastępcę Wieniawę, który wkrótce miał objąć urząd prezydenta. Na taki stan rzeczy nie przystali jednak, posiadając znaczne wpływy w Paryżu, przedstawiciele antysanacyjnego frontu Morges z Sikorskim na czele. Pod wpływem ich interwencji i oczerniających Długoszowskiego pomówień władze francuskie nie uznały go jako prezydenta RP. Został nim prezes Związku Polaków za Granicą Władysław Raczkiewicz.
Wieniawa nadal piastował stanowisko ambasadora i pomimo zmiany rządu, który składał się z jego dotychczasowych przeciwników politycznych, pozostał lojalny nowym władzom. Jako ambasador roztoczył opiekę nad uchodźcami, podjął też, choć bez powodzenia, interwencję u Ciano w sprawie uwięzionych profesorów Uniwersytetu Jagiellońskiego. Tego ostatniego zdołał pozyskać, a przez niego przekonać włoski Sztab Generalny, do zgody na tranzyt internowanych polskich żołnierzy przez Włochy do tworzonej we Francji armii polskiej. Wobec tego, iż Włochy były najbliższym sojusznikiem Niemiec w Europie, należy to osiągnięcie uznać za wybitny sukces. Tranzyt udało się utrzymać aż przez pół roku, a ponadto żołnierze polscy byli przewożeni na koszt rządu włoskiego. Przez ambasadę polską we Włoszech organizowano także pomoc materialną dla przebywających w obozach jeńców.
Dnia 10 VI 1940 r. Włochy wypowiedziały wojnę Francji i Anglii. W związku z tym faktem 13 czerwca polski personel dyplomatyczny opuścił Włochy i wyjechał do Francji. W momencie opuszczenia Włoch Wieniawa przestał być ambasadorem, co potwierdził Sikorski w nadanej do niego depeszy. We Francji zastał jednak Wieniawę upadek tego kraju, co zadecydowało o wyjeździe byłego ambasadora do Portugalii a stamtąd do USA.
W Stanach Zjednoczonych nie posiadając już pensji rządowej Długoszowski musiał podjąć pracę zarobkową. Początkowo pracował jako korektor i redaktor w "Dzienniku Polskim", a po rozstaniu się z tym periodykiem, którego redaktor naczelny niechętnie traktował piłsudczyków, zajmował się introligatorstwem artystycznym oraz prowadzeniem odczytów w kołach polonijnych. Nie mogąc się pogodzić z bezczynnością na jaką został skazany w tak trudnych dla Ojczyzny chwilach, próbował wstąpić do tworzonego na obczyźnie Wojska Polskiego, lecz wielokrotne listy w tej sprawie do Sikorskiego nie przyniosły wymiernych rezultatów. W końcu został skierowany na stanowisko ambasadora na Kubie, którą to funkcję, mimo świadomości jej błahej roli, przyjął. To i późniejszy zawarty przez Sikorskiego układ polsko radziecki doprowadziło do potępienia Wieniawy przez większość piłsudczyków. Wyjazd na Kubę mimo podjętych przygotowań nigdy nie nastąpił. W dniu 1 lipca 1942 r. o godzinie 9 rano Bolesław Wieniawa - Długoszowski popełnił samobójstwo skacząc z górnego tarasu domu w którym mieszkał. Zmarł w drodze do szpitala. Pogrzeb odbył się 3 lipca na nowojorskim cmentarzu Calvary, a przemówienie wygłosił miedzy innymi ambasador Jan Ciechowski. Nad grobem odśpiewano "Pierwszą Brygadę" i "Śpij kolego w ciemnym grobie". W 1990 r. prochy Wieniawy przeniesiono na Cmentarz Rakowicki w Krakowie.
Bolesław Wieniawa - Długoszowski UŁAŃSKA JESIEŃ
Przeżyłem moją wiosnę szumnie i bogato Dla własnej przyjemności, a durniom na złość, W skwarze pocałunków ubiegło mi lato I szczerze powiedziawszy - mam wszystkiego dość...
Ustrojona w purpurę, bogata od złota Nie uwiedzie mnie jesień czarem zwiędłych kras, Jak pod szminką i pudrem starsza już kokota, Na którą młodym chłopcem nabrałem się raz.
A przeto jestem gotów, kiedy chłodną nocą Zapuka do mych okien zwiędły klonu liść, Nie zapytam o nic, dlaczego i po co, Lecz zrozumiem, że mówi: "no, czas bracie iść".
Nie żałuję niczego, odejdę spokojnie, Bom z drogi mych przeznaczeń nie schodząc na cal Żył z wojną jak z kochanką, z kochankami - w wojnie A przeto i miłości nie będzie mi żal...
Bo miłość jest jak karczma w niedostępnym borze, Do której dawno nie zachodził nikt, Gdzie wędrowiec wygodne znajdzie czasem łoże, Ale - własny ze sobą musi przynieść wikt.
A śmierci się nie boję - bo mi śmierć nie dziwna Nie siałem na nią Bogu nigdy nudnych skarg Więc kiedy z śmieszną kosą stanie przy mnie sztywna W dwu słowach zakończymy nasz ostatni targ.
W takt skocznej kul muzyki, jak w tańcu pod rękę Włóczyłem się ze śmiercią całkiem, za pan brat" Zdrową głowę wsadzałem jej czasem w paszczękę, Jak pogromca tygrysom, którym wolę skradł.
A potem mnie wysoko złożą na lawecie Za trumną stanie biedny sierota mój koń I wy mnie szwoleżerzy do grobu zniesiecie A piechota w paradzie sprezentuje broń.
Do karnego raportu przed niebieskie sądy Duch mój galopem z lewej, duchem będzie rwał, Jak w steeplu przez eteru przeźroczyste prądy Biorąc w tempie przeszkody z planetarnych ciał.
Ja wiem, że mi tam w niebie z karku łba nie zedrą, Trochę się na mój widok skrzywi Święty Duch, Lecz się tam za mną wstawią Olbromski i Cedro, Bom był jak prawy ułan: lampart, ale zuch.
Może mnie wreszcie wsadzą w czyścu na odwachu By aresztem... o wodzie spłacić grzechów kwit, Ale myślę, że wszystko skończy się na strachu A stchórzyć raz - przed Bogiem - to przecie nie wstyd.
Lecz gdyby mi kazały wyroki ponure Na ziemi się meldować, by drugi raz żyć Chciałbym starą wraz z mundurem wdziać na siebie skórę, Po dawnemu... wojować... kochać się... i pić. | Bolesław Wieniawa - Długoszowski SZWOLEŻERSKI SPLEEN
Bo trzeba nas zrozumieć, mnie i mój niepokój Jak się we dwójkę rwiemy do rzeczy niezwykłych, Do zjawisk, które zanim powstały, już znikły, A i serce - przepraszam - także na coś czeka, Jak serce szewca, krawca, prostego człowieka I ma prawo prywatne szczęście mieć na oku.
Czy dziw, że nam publiczność w kawiarniach obrzydła, Czy to dziwota wielka, albo wielka wina, Że nie starczą nam radio i dźwiękowe kina? A jeśli każdy burżuj chce porastać w pierze Mogę i ja, choć jestem rzetelny szwoleżer, Tęsknić, aby mój kasztan porósł nagle w skrzydła.
A wówczas, wyczekawszy na pierwszą okazję Przy zorzy księżycowej, albo ranem złotem Ponad chmury wyskoczyć takim samolotem I z wichrem planetarnym puściwszy się w taniec Gonić na koniec świata, dalej - na złud koniec, Swą własną zwariowaną ścigając fantazję.
Kazimierz Wierzyński NA ŚMIERĆ WIENIAWY
Noc wlecze się niejasna i gubi się droga, Jakże trudna śród ludzi i jak wobec Boga. Noc dłuży się i widma się schodzą na jawie: Spaliły się królewskie komnaty w Warszawie.
Noc jest pełna zamętu, rozpaczy i swarów, Jeden cień się nie rozwiał, przystał do sztandarów Jeden cień, co był żywy, na wojnę wiódł sławną, Na Kielce i na Wilno. Ach, jakże to dawno!
Jak przebić się w tę młodość, jak wrócić po swoje, Gnać przez błonia, w tornistrze układać naboje! Pieśni śpiewać i znowu się w bitwie meldować, Ciemna nocy, jak iść tam? Odpowiedz i prowadź.
Huczy zamęt. To wojna. Zajęczał rykoszet. Ludzie giną. Spakował tornister i poszedł. Nie, powiodła go pylna śród wierzb srebrnych droga, Ciemno było dla ludzi, lecz jasno dla Boga.
Wybrał ziemię nie naszą i brzozę nie swojską, Obcy cmentarz i obce żegnało go wojsko. Lecz on jaśniał, szedł w młodość, powracał po swoje, Ktoś po salwie podnosił z murawy naboje. |
|